Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą wiersz o gałczyńskim

KIG

Wiele lat po sprawie zrozumiałem, czym dla mnie był udział w "Dzieciach Rimbauda" zarówno w roli współautora, jak i wykonawcy roli Poety. Był egzorcyzmem. Pozbywaniem się męczących mnie demonów. Demona porównań, demona naśladownictwa, demona niedorastania, demona inspiracji i jeszcze paru. Ciężko żyć w Krakowie młodemu poecie. Nie wiem, jak dziś. Ale dwadzieścia kilka lat temu - ciężko bardzo. Przez kilkuletni swój pobyt w Krakowie odcisnął K.I.G. na tym mieście swe piętno na zawsze. I każdy nowy, noszący księżyc w butonierce krakowski wierszokleta będzie musiał swego krakowskiego demona Gałczy spotkać, rozpoznać i zabić, by w końcu się z nim zaprzyjaźnić. K I G Księżyc mnie przywiózł jak niebieski wagon Spod opieki matki boskiej stalagów. W poetycznym sercu wiozłem odpryski Nieudanych rekolekcji paryskich. Do kolan mojej żony, przesrebrnej Natalii Wracałem jak gołąb z podniebnych batalii. A dawny świat runął. Ja na jego straży Postawię anioły, szpady,...