Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą sonety bytomskie

Nie do poznania

NIE DO POZNANIA W siebie sam się zapadam, gdy idę na miasto, Którego już nie ma poza mym wspomnieniem, Którego to prawdziwe jest jeno namiastką. W tekście życia to przypis oznaczony gwiazdką, Oniryczny zapis właściwy snom, mnie nie... W siebie sam się zapadam, gdy idę na miasto. Bo w tułaczym życiu poznałem już miast sto, Zatarte jak z zatartego tego oka mgnienie, Którego to prawdziwe jest jeno namiastką. Woń pamiętam: Przed Gwiazdką upieczone ciasto, By zapadło się w siebie, starczy okamgnienie... W siebie sam się zapadam, gdy idę na miasto. Strasznie mi nigdzie. I gdzie i smutno i ciasno. Tylko tu wstępując mam wniebowstąpienie, Którego to prawdziwe jest jeno namiastką. Wszystko wokół się kręci. To ja jestem piastą. Nikt nie pozna pejzaży przez ich oswojenie: W siebie sam się zapadam, gdy idę na miasto, Którego to prawdziwe jest jeno namiastką. 

SONETY BYTOMSKIE całość

Zdarzyło mi się pomieszkać w rodzinnym mieście ponad 20 lat po tym, jak je opuściłem. Wspomnienia zalały mnie falą obrazów, które pomieściłem w najobszerniejszym z moich cykli. SONETY BYTOMSKIE 1 Drożdżówka Piekarnia na Piekarskiej… Zakrawa na banał, Lecz tak bywa w starej, dobrej opowieści: Asfalt na bruk lany, zabytkowa bana I za drożdżówkę z serem złoty i trzydzieści. Trzy pięćdziesiąt w Warszawie… Przyszłość, gdy wybrana, Rzuca się na przeszłość, patrosząc ją z treści. A treść jest. Nam dana. Jak bana – drewniana. Czeka, aż wiersz wieczny miejsce w wieki zmieści. Piekarnio z Piekarskiej: jak fatamorgana Znikniesz mi zapewne. I pewnego rana Będę przy witrynie pustej ściskał z gniewu pięści. Z gniewu, że rodzinne miasto jest do umierania. Że rodzinne nie rodzi nic prócz opisania. Że o gruzy i zgliszcza jaźni pióro chrzęści. 2 Plac Kościuszki A Ciebie już nie ma. Bo goniąc Europę, Która kulturę traktuje wszak serio, Wziął się...